Co nam zostało z tych lat...
Co nam zostało z tych lat...

 

 

Kontakt ze mną:

 

 

Tel. 502_572_410 

 

#GG    36379418

 

Skype:  sq7bqa

 

Nasza Klasa

 

Fecbook

 

                


 

Adresy moich stron:

 

Strony na RetSat1

 

Strony o energetyce

 

Genealogia Owczarków.

 

Kontakt elektroniczny:

 

e-mail:

 

zdzislaw@owczarkowie.eu

 

sq7bqa@owczarkowie.eu

 

ed023@retsat1.com.pl

 

zdzowczarek@gmail.com

 

 

 

Linki tematyczne.

 

 

 

 

Mapa.

Sympatyczna.

In Radio

Monografia Stanisławy Narmontówny.

Nosacziw i okolice.
Stanisław Narmont - ojciec Stanisławy.

Stanisława Narmontówna./ok.1918 r/




Pogrzeb Stanisławy Kamińskiej - Narmont./luty'1970./




Walery i Walentyna w Chańczy./ 2003 r./




Trasa podróży z Łodzi do Czerkasów.



Nosaczewo-Nosacziw, wieś i stacja kolejowa.




Danuta i Zdzisław na granicy Nosacziwa.




Lenina 259 w Nosacziwie.




Dom, w którym mieszkała Stanisława.




Z rodziną państwa Suków przed domem w Nosacziwie.




Tyle zostało z grobów naszych bliskich.




Pożegnanie z Nataszą - prawnuczką p. Suków.




Tak wygląda symboliczny grób naszych bliskich.




Obiecałem tej kózce, że jej zdjęcie będzie w Internecie.




Nasz pilot Rościsław.





Losy Stanisławy Narmontówny.

Na Ukrainie.

Podróż sentymentalna. / Czerwiec'2003 roku. /

Niepełny życiorys Stanisławy:

Urodziła się w roku 1898 lub 1899 najprawdopodobniej w miejscowości Ługa w województwie Sankt Petersburg - na terenie Rosji. Od roku 1902 na pewno mieszkała z rodzicami w Wilnie. Była najstarszym dzieckiem Stanisława i Magdaleny Narmontów.

Wyjechała ok. roku 1920 na Ukrainę. Tam podjęła pracę jako nauczycielka.

Wyszła za mąż za Stanisława Kamińskiego, najprawdopodobniej narodowości Ukraińskiej. Nieznane są jej losy w latach 1920  1935.

Od września 1935 roku podjęła pracę jako nauczycielka i dyrektorka w wiejskiej szkole, w Nosacziwie-dzisiejszy rejon Smiła, okręg Czerkaski.

Na pewno miała jednego syna Aleksandra, który jako dziecko, zmarł w Nosacziwie i tam jest pochowany obok Stanisławy. Miała najprawdopodobniej jeszcze dwóch synów, ale ich losy nie są znane. Tuż po II WojnieŚwiatowej, Stanisława została skazana na zsyłkę, do obozu najprawdopodobniej w Krasnojarsku. Powróciła do Nosacziwa po śmierci Stalina, około w roku 1954. Została zrehabilitowana. Pozostawała praktycznie bezśrodków do życia, była na utrzymaniu społeczności Nosacziwa. Odmawiała jednak rodzinie powrotu do Polski.

Zmarła, a właściwie zamarzła, w lepiance 19 lutego 1970 roku. Została pochowana na cmentarzu w Nosacziwie, obok grobu swego syna.

Od prawie czterdziestu lat wybieraliśmy się na Ukrainę, aby dotrzeć do grobów naszych bliskich. Istniejące uwarunkowania polityczne, skutecznie nam to uniemożliwiały.

Łańcuch ludzi dobrej woli:

Rok 2003 był tym czasem, w którym mogliśmy wreszcie spełnić obietnicę, złożoną przed laty, na łożu śmierci, Marii Gałeckiej  siostrze Stanisławy. Dzięki ludziom dobrej woli, za pomocą Internetu i radia, udało sięzlokalizować Nosacziw i zdobyć „pierwsze przyczółki”. Dzięki pomocy nauczycieli z liceum w Smile nawiązałemkontakt z panem Grzegorzem, Polakiem, mieszkającym w rejonie Nosacziwa.

Pozwolę sobie przytoczyć fragment z listu pana Grzegorza:/ zachowano oryginalną pisownię./

W odpowiedzi na panski list,i prosbe pomuc odszukac slady Stanislawy Kaminskiej informuje pana o tym ,ze;

1 Wies Nosaczewo znajduje sie w Czerkaskim woj.Smielanskim rejonie.

2 Adres jakiejkolwiek instytucji nic nieda iniepomorze w panskiej sprawie , ale to niestraszne.

A od siebie prywatnie moge dodac ze;odszukalm w Nosaczewie kobiete która posylala wam list z fotografia i wiele lat opiekowalasie wasza ciocia[do smierci],ona pokazala mi tez miejsce pochowania [inaczej tego nie mozna nazwac, krzaki las ,resztki powalonych krzyzy- praktycznie smietnik) waszej cioci.

Kobita ta duzo mi opowiadala o waszej cioci i miendzy innymi o tym do jakiej nedzy doprowadzili Ja komunisci i KGB po wojnie.

Panie Zdzislawie jesli ma pan chec dowiedziec sie jeszcze cos to proszę pisac: liceum@ck.ukrtel.net. Jak dodatek posylam panu pelne dane kobiety która opiekowała sie wasza ciocia

Z Poważaniem Grzegorz M...

Później wszystko poszło już jak z płatka. Dziwnym trafem spotkałem na radio Walerego UR3CF, ukraińskiego krótkofalowca, pracującego w Łodzi, a mieszkającego w Czerkasach. Jego i jego rodziny zainteresowanie losami Stanisławy Narmontówny, sprawiło, że skonkretyzowały się plany naszej podróży.

Podróż:

Wyjechaliśmy z Łodzi do Chełma w dniu 31 maja 2003roku. W zanadrzu miałem zawodowego kierowcę-Ukraińca, Rościsława, który był naszym przewodnikiem i pomocnikiem kierowcy, czyli moim.

1 czerwca o 4:30 zameldowaliśmy się na przejściu granicznym w Hrebennem i po niecałej godzinie byliśmy już na Ukrainie.

Nie było praktycznie żadnych kłopotów, nie licząc 10 hrywien, które musiałem wydać na znaczek skarbowy, którego na oczy nie zobaczyłem.

Podróż do Czerkasów zabrała nam niecałe 12 godzin. Muszę tutaj dodać, że drogi, którymi jechaliśmy, wcale nie były gorsze od polskich.

Czerkasy:

W Czerkasach przyjęła nas Walentyna, żona Walerego. Przyjęcie było iście słowiańskie. Po przełamaniu„pierwszych lodów”, jaśniepański koniak został zastąpiony polską wyborową. Poczuliśmy się jak u siebie w domu. W miłej rozmowie, mimo różnych, ale słowiańskich przecież języków czas zleciał aż do późnych godzin wieczornych, a właściwie nocnych.

W poniedziałek rano wreszcie podróż, do odległego o czterdzieści kilometrów Nosacziwa. Mając Rostika za przewodnika, oraz dodatkowo Walę, za niecałągodzinę zobaczyliśmy tablicę z napisem Nosacziw.

Nosacziw:

Nosacziw okazał się być schludną, dużą wsią, wciśniętą między linię kolejową a drogę. Droga ta, to oczywiście szukana przez nas ulica Lenina. Ze znalezieniem numeru 259 nie było najmniejszych problemów. Już po chwili nasz Peugeot budził sensację wśród sąsiadów Walentyny Suk.

Pierwsze przyjęcie trochę sztywne, nieufne i badawcze. Jednak „nasza” Walentyna potrafiła przełamać lody. Reszty dokonały przywiezione przez moją żonę, Danutę, wiktuały z Polski rodem. Postawiona na honorowym miejscu na stole polska wyborowa nie znalazła uznania. Została wyparta przez rodzime produkty, z piwniczki gospodarza domu.

Jak to dobrze, że abstynent Rostik był z nami. Nie musiałem się martwić o drogę powrotną do Czerkasów. Mogłem w pełni towarzyszyć gospodarzowi w pogłębianiu przyjaźni polsko-ukraińskiej, w tradycyjny słowiański sposób.

W tym miejscu, wszystkim niewtajemniczonym należy się wyjaśnienie: Stanisława Narmont-Kamińska, w roku 1935 a może 1936, po przybyciu do Nosacziwa, zamieszkała w domu rodziców Walentyny, na tak zwanej ”kwaterze” i mieszkała tam do chwili aresztowania przez NKWD, czyli do roku 1946.

Walentyna była jej uczennicą w szkole podstawowej. Po powrocie z zesłania gdzieś do Krasnojarskiego Kraju i rehabilitacji, Sukowie byli inicjatorami wybudowania jej lepianki, na terenie dzisiejszego odpowiednika naszej Gminnej Spółdzielni.

Po przywitaniu i poczęstunku udaliśmy się za tory kolejowe, na wzgórze, na którym do dziś stoi szkoła, w której Stanisława uczyła, a stamtąd na pobliski cmentarz.

W roku 1942 cmentarz został przeniesiony około 100 metrów w kierunku wsi. Stara jego część, na której znajduje się jeszcze około stu grobów, została całkowicie pochłonięta przez nie znoszącą pustki przyrodę. Dostanie się w okresie letnim do grobów, to istna wyprawa do dżungli. Ostatnią wolą zmarłej w roku 1970, Stanisławy, było życzenie pochowania jej w grobie obok jej syna, Alika, który zmarł w roku 1940, w wieku czterech lat. Przyczyną zgonu był najprawdopodobniej głód. Ponieważ nie ma żadnej możliwości przeniesienia grobów na nowy cmentarz, w uzgodnieniu z rodziną Suków, przyjęliśmy następujące rozwiązanie:

Na działce cmentarnej, rodziny Suków zostanie umieszczona kamienna tablica, z nazwiskami Stanisławy i jej syna. Po wykonaniu tablicy, dostarczymy do Nosacziwa tabliczkę z napisami w języku polskim. Tabliczka ta zostanie umieszczona na kamiennej tablicy. Jest to jedyne, możliwe w chwili obecnej, rozwiązanie problemu upamiętnienia Stanisławy i Aleksandra Kamińskich.

Żona moja prosiła również prawnuczkę Walentyny Suk, najmłodszą w rodzinie, Nataszkę, o opiekę nad grobami naszych bliskich. Żywimy nadzieję, że nasze prośby padły na podatny grunt, mimo skomplikowanej przecież historii naszych narodów.

Mam również nadzieję, że uda nam się odtworzyć życiorys Stanisławy Narmontówny z lat 1920-1935, a szczególnie losy jej innego potomstwa i męża Stanisława Kamińskiego.

W drodze powrotnej z Nosacziwa odwiedziliśmy w Smile, Grzegorza, i jego rodzinę. Jego wcześniejszy wywiad w Nosacziwie potwierdził wszystkie fakty, które zdobyliśmy podczas wizyty u państwa Suk.

Wysłane w czerwcu 2003 roku, oficjalne pismo mojej żony, z pytaniami o losy Stanisławy i jej rodziny, do”głowy” Nosacziwa, pozostaje do dziś bez odpowiedzi. Ale miejmy nadzieję, że odpowiedz jednak nadejdzie.

Pięknie dziękujemy za pomoc w realizacji naszych zamierzeń Wali, Wiktorii, Artiomowi, Rościsławowi i Waleremu.

Dziękujemy Tatianie i Grzegorzowi oraz nauczycielce Ałła z Liceum w Smile.

Dziękujemy mieszkańcom Nosacziwa za opiekę nad Stanisławą Kamińską - Narmont - szczególnie Walentynie Suk.

Potomkowie Narmontów.

Epilog:

Po naszej wizycie w Nosacziwie, zięć Walentyny Suk wykonał zleconą przez nas pracę - wybudowałsymboliczny grób Stanisławy Kamińskiej - Narmont na nowej części cmentarza. I tak ciężkie życie Stanisławy na obczyźnie zostało w pewien sposób upamiętnione i ocalone od zapomnienia.

Jeszcze raz piękne dzięki Rodzinie Suków i Rodzinie Bragów.

P.S.

4 stycznia 2006 roku, w czasie pożaru "daczy" koło Czerkasów, ratując 2 starsze osoby, zginął nasz przyjaciel Walery Braga.

Cześć Jego Pamięci

Dopisek z roku 2004:

Dzięki życzliwości i przebiegłości wspomnianego wyżej Walerego Bragi, udało się komuś dotrzeć do archiwów byłego NKWD w Czerkasach.

Dostałem odręcznie pisaną notkę , o następującej treści:

“Kamińska Anastazja Stanisławówna, urodzona w roku 1900 w m. Ługa woj, Sanktpeterburskie, narodowości Rosyjskiej. Przyjechała do Nosacziwa nie wiadomo kiedy. Podczas wojny pracowała jako nauczycielka. Była obwiniona o współpracę z Niemcami, na co nie ma dowodów. Powiedziała Niemcom, że ona jest folksdeutschem, a jej nazwisko panieńskie to NORMANS.

Została aresztowana przez NKWD w roku 1945, w roku 1946 skazana na 7 lat więzienia W śledztwie zeznała, że w Wilnie mieszka jej ojciec Normans Stanisław Iwanowicz i jej brat Władymir Stanisławowicz oraz dwie siostry, których nazwisk nie zna.

Nie ma wzmianki o jej dzieciach. Podała, że w roku 1917 skończyła gimnazjum w Łudze. Miejsce zsyłki oraz rok powrotu do Nosacziwa nieznany. Została zrehabilitowana pośmiertnie w roku 1994.

Nasze pisma o wyjaśnienie losów Stanisławy , skierowane do władz Ukrainy /od gminy do ministerstwa/ niestety pozostały bez odpowiedzi.

Myślę, że to jeszcze nie koniec, że uda się do końca wyjaśnić jej zawiłe losy.

Z.B Owczarek


Wersja do druku Wersja do druku | Mapa witryny Poleć tę stronę Poleć tę stronę
© companyname
Z.B. Owczarek
Ta strona została utworzona za pomocą 1&1 MyWebsite .